STRADUNIA Strona Główna STRADUNIA
Nasza wieś... Wasz Świat !!!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Słowo na niedzielę
Autor Wiadomość
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Nie 04 Maj, 2008 13:10   

(Ps 47,2-3.6-9)
REFREN: Pan wśród radości wstępuje do nieba.

Wszystkie narody klaskajcie w dłonie,
radosnym głosem wykrzykujcie Bogu,
bo Pan Najwyższy straszliwy,
jest wielkim Królem nad całą ziemią.

Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków,
Pan wstępuje przy dźwięku trąby.
Śpiewajcie psalmy Bogu, śpiewajcie,
śpiewajcie Królowi naszemu, śpiewajcie.

Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi,
hymn zaśpiewajcie
Bóg króluje nad narodami,
Bóg zasiada na swym świętym tronie
 
 
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Nie 04 Maj, 2008 13:22   

Dowcipy misyjne
Ochrzciwszy tubylca misjonarz poucza go

- Zapamiętaj sobie, że nie nazywasz się już Tutu a Jonatan. Możesz mieć tylko jedną żonę, a w piątek nie wolno ci jeść mięsa, tylko rybę.
W najbliższy piątek misjonarz zastaje jednak Jonatana nad pieczenią z antylopy.
- Co ci powiedziałem przy chrzcie, Jonatanie? - pyta zawiedziony.
Tubylec na to:
- Tutu nie jeść mięso. Tutu wziąć antylopa, wrzucić do woda i powiedzieć: Ty już nie antylopa, ty ryba. Tak jak Jonatan.




* * * * *



Pobłogosław Panie ten posiłek



Na ścieżce w buszu misjonarz na widok zbliżającego się lwa zaczyna odmawiać modlitwę: "Natchnij Panie to stworzenie jakimiś chrześcijańskimi uczuciami".
Za chwilę słychać jak zwierz mruczy: "Pobłogosław Panie Boże ten posiłek..."


red.Salezjanie
 
 
Włodek Lubański
medal za tyle postów!


Wiek: 69
Dołączył: 09 Cze 2006
Posty: 548
Poziom: 21
HP: 0/996
 0%
MP: 475/475
 100%
EXP: 30/56
 53%
Wysłany: Pią 09 Maj, 2008 23:20   

Do Maryi w maju



W prześlicznych kolorach maja

w zapachach akacji konwalii

w kasztanach kwitnących i bzach

gdy odchodziły tulipany

wciąż przychodziłaś Maryjo Ty.


Wiatr swe muzyki tęskne grał

litanie szemrał w drzew konarach

przenosił w różne świata strony

„Czarną Madonnę” „Pod Twoją obronę”

w kapliczkach polnych cicho trwał.


Dumne bociany w gniazdach wysoko

kosy raniutko słowiki nocą

Pierwszej Komunii wianuszki białe

modlitwy majowe Tobie śpiewały

podziękowanie za kochanie

oczekiwanie i szukanie.



Marek Sokołowski
 
 
Miczka Roman
weteran forum


Wiek: 46
Dołączył: 30 Lis 2007
Posty: 134
Poziom: 10
HP: 0/230
 0%
MP: 110/110
 100%
EXP: 14/22
 63%
Wysłany: Sob 10 Maj, 2008 00:09   

ks. Mariusz Pohl
Wiara - od rozumu, przez uczucia do działania


Wydarzenie z Emaus to bardzo pouczający obraz tego, czym jest wiara, jak się rodzi i dojrzewa, jak przemienia człowieka i angażuje wszystkie jego władze.

Wiara rodzi się ze słuchania, w intelekcie. Nie jest to wcale kwestia nastroju i uczuć, choć i one odegrają swoją rolę. Ale najpierw musi być Słowo Boże. I gotowość słuchania, a ta zaczyna się od zainteresowania. Chociaż nastrój uczniów nie sprzyjał nawiązywaniu kontaktów, to jednak chętnie wdali się w rozmowę z Nieznajomym. Połączył ich wspólny temat, rozmowa potoczyła się sama. Wiara nigdy nie zaczyna się od abstrakcji, lecz od życia, od jakiegoś duchowego głodu, od pytań, nieraz od kryzysów albo od niezaspokojonych tęsknot i potrzeb człowieka. Dopiero wtedy jesteśmy autentyczni i gotowi do szczerego, zaangażowanego dialogu.

Chrystus zna odpowiedzi, które potrafią przekonać człowieka. Trafia w samo sedno naszych potrzeb, a szczególnie w potrzebę sensu życia, celu w życiu, nadziei, która oprze się każdemu zwątpieniu. Słowo Boże daje nam taką nadzieję. Gdy to zrozumiemy, zaczyna pałać w nas nie tylko umysł, ale i serce. Intelekt owocuje nie tylko poznaniem prawdy, ale także entuzjazmem i zapałem, czyli uczuciami, które pozwalają przezwyciężyć zniechęcenie.

Nie wystarczy bowiem samo tylko poznanie faktów, a nawet całej prawdy. Prawda musi przejść ze sfery teorii do życia, do praktycznych wniosków i zastosowań. A to jest możliwe wtedy, gdy nasze uczucia są poruszone. Pragnienie zamienia się wówczas w wolę działania, w postawę człowieka i w konkretne decyzje, aby się jakoś zaangażować, aby coś zrobić, aby zmienić swoje życie. Musi dojść do głosu sfera wolitywna. Wówczas wiara wydaje owoce w życiu, wpływa na nas samych i na innych. W ten sposób wiara ogarnia i kształtuje całego człowieka, ze wszystkimi uzdolnieniami i władzami, w jakie jest wyposażona nasza ludzka natura.

Ale to jeszcze nie koniec. Mówimy na razie o ludzkim aspekcie wiary, o tym, co zależy od nas samych, co my mamy zrobić. A w wierze najważniejsze jest to, co robi Bóg, a nie my. Bez Boga nie ma wiary; co najwyżej może być jakaś duchowa aktywność. Dlatego w centrum naszej wiary jest Jezus. Dopiero gdy się z Nim spotkamy, gdy nawiążemy z Nim osobistą, żywą wieź, gdy niejako rozpoznamy i odkryjemy Jego obecność blisko nas, dopiero wtedy wiara staje się pełna. Dlatego tak ważna jest Eucharystia, bo w Niej rozpoznajemy i otwieramy się na obecność i miłość Boga. Eucharystia to jest osobiste spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym, które naszą wiarę powinno zamienić w czyny.
Bóg zapłać.
 
 
Miczka Roman
weteran forum


Wiek: 46
Dołączył: 30 Lis 2007
Posty: 134
Poziom: 10
HP: 0/230
 0%
MP: 110/110
 100%
EXP: 14/22
 63%
Wysłany: Sob 10 Maj, 2008 00:11   

piękne kazanie,
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Sob 10 Maj, 2008 09:14   

Powyższe kazanie piękne...

A życie przynosi już dalsze dzieje,kolejne święta...


Zesłanie Ducha Świętego


– według Dziejów Apostolskich wydarzenie, które miało miejsce 50 dni po Święcie Paschy Wielkiej Nocy (49 dni po . Na zebranych w wieczerniku apostołów, Maryi i niewiast zstąpił Duch Święty.
Apostołowie zaczęli przemawiać w wielu językach (ksenolalia) oraz otrzymali inne dary duchowe — charyzmaty. Wydarzenie to zostało zapowiedziane przez Jezusa przed Jego Wniebowstąpieniem.
Zesłanie Ducha św. uważa się za początek Kościoła. Bóg został objawiony w Starym Testamencie, Syn nauczał osobiście na Ziemi, zaś proces Objawiania zakończyło Zesłanie Ducha Świętego.
Dzień zesłania Ducha Świętego, zwany też Pięćdziesiątnicą Zielonymi Świątkami jest w chrześcijaństwie świętem ruchomym i przypada 49 dni (7 tygodni) od Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, a więc przypada również w niedzielę.
Jest to jedno z najważniejszych świąt, obchodzone szczególnie w krajach protestanckich; np. w niektórych krajach związkowych Niemiec święto Pięćdziesiątnicy obchodzi się przez dwa dni. W Polsce pierwszy dzień Zielonych Świątek jest dniem wolny od pracy.
 
 
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Nie 18 Maj, 2008 03:12   

Drewniany płot

Marek nie miał łatwego charakteru.
Jego ojciec dał mu pewnego dnia worek gwoździ i kazał wbijać w okalający ogród płot - każdy brak cierpliwości, każdą kłótnię miał dokumentować jeden gwóźdź w płocie.

Pierwszego dnia wbił ich 37. W następnych tygodniach nauczył się panować nad sobą i liczba wbijanych gwoździ malała z dnia na dzień: odkrył, że łatwiej jest panować nad sobą niż wbijać gwoździe.

Wreszcie nadszedł dzień, w którym nie wbił ani jednego. Poszedł więc do ojca i powiedział mu to. Wtedy ojciec kazał mu wyciągać z płotu jeden gwóźdź każdego dnia, w którym nie straci cierpliwości i nie pokłóci się z nikim.

Mijały dni i w końcu Marek mógł powiedzieć: - Wyciągnąłem z płotu wszystkie gwoździe.

Wtedy ojciec zaprowadził go przed płot i rzekł:

- Spójrz ile w płocie jest dziur. Płot nigdy już nie będzie taki, jak dawniej. Kiedy się z kimś kłócisz, kiedy kogokolwiek i w jakikolwiek sposób obrażasz zostawiasz w nim ranę. Możesz wbić człowiekowi nóż, a potem go wyciągnąć, ale rana pozostanie. Nieważne, ile razy będziesz przepraszał, rana pozostanie; rana zadana słowem boli tak samo, jak rana fizyczna. Mów więc ludziom miłe rzeczy, uśmiechaj się zamiast martwić i denerwować, nie narzekaj, nie patrz na wroga wilkiem, a jeśli to możliwe postaraj się zrobić coś, co wywoła choć niewielki uśmiech na jego twarzy. Wiem, to nie jest łatwe, ale nikt nie mówi, że życie jest usłane różami i nie wymaga od nas żadnego wysiłku.


Autor nieznany
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Nie 25 Maj, 2008 07:17   

O zagubionych psach bez obroży

Student, kupiec i namiestnik zostali napadnięci przez zbójców podczas podróży przez pustynię. Ograbieni ze wszystkiego, długo się błąkali, zanim udzielił im pomocy pustelnik. Zaprowadził nieszczęśników do swojej chatki, a po nakarmieniu ich i opatrzeniu, rzekł:

- Jesteśmy tu z dala od świata. Niebawem przyjdzie zima, a moja chatynka, jak widzicie, jest maleńka. Każdy z was musi więc zbudować sobie jakieś schronienie, inaczej wszyscy możemy pomrzeć.

Trzej mężczyźni odparli chórem:

- Ale my chcemy jechać dalej w podróż!

- To niemożliwe - uciął krótko eremita. - Przełęcze są już zawalone śniegiem i dolina jest praktycznie nie do przejścia.

- Cóż ja pocznę bez moich książek? -jęknął student.

- Cóż ja pocznę bez moich interesów? - poskarżył się kupiec.

- Cóż ja pocznę bez moich poddanych? - zaprotestował namiestnik.

"A cóż ja mam począć z tymi trzema?" - pomyślał pustelnik.

Owi zaś trzej, choć z narzekaniem, zabrali się do pracy. Wybudowali trzy kamienne domki, ale dach kładli, kiedy już spadał pierwszy śnieg.

Zima była długa. Wydała się jednak dziwnie krótka, gdyż trzej mężczyźni, nie mając nic do roboty, odkrywali uroki bycia razem, wspólnych rozmów, rąbania drew, odgarniania śniegu i palenia fajki przy ogniu, kiedy to myślą błądzi się we wspomnieniach smutnych i radosnych.

Pustelnik patrzył na to, przebywał z nimi, czasami opowiadał o sprawach Bożych, a w owych trzech drżały serca. Powróciła wiosna. Trzej mężczyźni pragnęli szybko ruszać w drogę, ale odkładali podróż z dnia na dzień; najpierw chcieli pomóc eremicie w siewie, potem w strzyży owiec, a i niebo stało się niebieściuchne nad podziw...

Pewnego dnia pustelnik wezwał ich do siebie i tak im rzekł:

- Już nie słyszę, abyście mówili o książkach, interesach czy poddanych. Co się z wami dzieje?

A ci trzej spuścili głowy w milczeniu.

- To ja wam powiem, co wam jest. Przedtem mieliście swoich panów: rządziły wami właśnie książki, interesy, poddani. A teraz jesteście jak zagubione psy bez obroży - czujecie się wolni, ale dam głowę, że zostalibyście tutaj, idąc za głosem serca. Czy nie tak?

Tamci spojrzeli po sobie i przytaknęli.

- No więc, nie jest to możliwe i świetnie o tym wiecie. Wracajcie do swoich książek, interesów i poddanych. Tylko nie bądźcie już ich niewolnikami, jak dawniej. Bądźcie panami samych siebie. A kiedy naprawdę zapragniecie pana, który da wam całkowitą wolność - wspomnijcie na mnie i na mojego Pana...


Pier D'Aubrigy
 
 
Włodek Lubański
medal za tyle postów!


Wiek: 69
Dołączył: 09 Cze 2006
Posty: 548
Poziom: 21
HP: 0/996
 0%
MP: 475/475
 100%
EXP: 30/56
 53%
Wysłany: Sob 31 Maj, 2008 17:15   

Na święto Najświętszego Serca Jezusowego



'' Wszystkim grzesznikom , którzy uklękną przed obrazem Mego Serca startego dla nieprawości waszych - nawet bez żalu doskonałego - udzielę skutecznej łaski nawrócenia ''.



'' Tym, którzy z prawdziwą miłośćią ucałują obraz Mego Serca startego dla nieprawości waszych , udzielę przebaczenia win , nawet przed sakramentalnym rozgrzeszeniem ''.



'' U obojętnych samo Moje spojrzenie wzruszy ich serca , tak że zapłoną gorliwością , by czynić dobro ''.



'' Jeden akt miłości przed tym obrazem i prośba o przebaczenie wystarczą , aby duszy w ostatniej godzinie , w której ma stanąć przede Mną - otworzyć Niebo ''.



'' Kto by odrzucał prawdy wiary św.lub znał je tylko powierzchownie , ale posiadłby w swoim mieszkanu obraz Mego Serca startego dla nieprawości waszych, dozna za Jego przyczyną , w sposób nadprzyrodzony , łaski cudownego nawrócenia ''.



* Są to słowa Pana Jezusa do siostry Klary Farchaud - 1916 r. ( Francja )
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Nie 01 Cze, 2008 14:53   

Panie to nam wystarczy

Mamy oczy
drogocenne jak diamenty,
mamy usta, by mówić same dobre słowa,
i zdrowie,
które jest bezcennym skarbem.

Panie, to nam wystarczy.

Mamy słońce na niebie
i dach nad głową.
Nasze ręce pracują, pomagają, ocierają łzy.
Mamy nakryty stół,
aby przy nim jeść,
i ludzi,
aby ich kochać.

Panie, to nam wystarczy.

E.Żurawska
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Sob 07 Cze, 2008 09:35   

O zachęcie (nie tylko do dzieci)

Czy to do dzieci, czy do kogokolwiek innego (w tym również do siebie samego) kieruj słowa zachęty. Po pierwsze dlatego, że tak łatwiej żyć i właśnie dlatego Bóg nam to nakazuje, np.:
"Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodlura, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym" CK 4,29).

..Dlatego zachęcajcie się wzajemnie i budujcie ji ani drugich, jak zresztą czynicie" (1 Tes 5,11).

"Odpowiedź łagodna uśmierza zapalczwość, słowo raniące pobudza do gniewu" (Prz 15,1).

Narzekanie i powątpiewanie tylko pogarsza sprawę, a po drugie zwykle jest KŁAMSTWEM.

Ostatnio słuchaliśmy osoby, która przechodziła remont mieszkania. Niewątpliwie była to bardzo przykra sytuacja: kucie kafelków, wymiana rur malowanie. Wciąż powtarzała: Jak ja się z tym morduje!", Ja tego nie przeżyję!" Potęgowało to jedynie rozgoryczenie. Pocieszaliśmy, jak tylko potrafiliśmy: "Tak wiemy, to rzeczywiście bardzo męczące, ale trzeba przetrwać".

Sami - przechodząc remont i przeprowadzkę - byliśmy krańcowo wyczerpani, ale staraliśmy się (to nie znaczy, że zawsze nam to wychodziło) nie narzekać, tylko mówić prawdę, np.: Jestem już strasznie zmęczony, ale nie mam innego wyjścia", Jakoś damy radę!", "musimy przetrwać!", "potem będzie miło i ładnie", "tak, jest trudno, ale wkrótce to się skończy. Już prawie z górki!".

Zarówno dzieciom i osobom dorosłym potrzebna jest zachęta, więc zamiast dziwić się i mówić: "W co ty się pakujesz?", "już widzę, jak sobie z tym poradzisz" - naucz się po prostu mówić słowa, które krzepią. Np. "To rzeczywiście trudne, ale wierzę, że sobie poradzisz! "Podziwiam Cię, że chcesz się tego podjąć!" (mówmy to nie z ironią, ale szczerym tonem głosu).

Wyrażaj słowa zachęty swoim dzieciom i nie tylko (teraz możesz to trenować na innych osobach z otoczenia), gdy próbują nowych umiejętności czy zainteresowań. Posłuż się zachęcającymi słowami, jak te: "Możesz to zrobić", "To wspaniałe", "Spróbuj jeszcze raz, a na pewno Ci się uda", "Świetnie", "Naprawdę podziwiam Cię", "Widzę, jak się starałeś, jestem z ciebie dumny", "Widzę, że wychodzi Ci to o wiele lepiej".

Brzmi to dziwnie. Być może. My jednak nabraliśmy tego nawyku, bo przecież jest to norma w Bożym królestwie. Jakiś czas temu w grupie mieszanej młodzieży i małżeństw graliśmy w siatkówkę. Do naszej "poważnej" gry dołączyły się nasze dzieci (dość już podrośnięte). Nie odpędziliśmy ich. ale zachęcaliśmy motywując przy każdym serwie: "No już prawie dobrze!", "Następnym razem na pewno Ci się uda", "Dobrze, tylko trochę mocniej", "Spróbuj jeszcze raz". I dzieci naprawdę grały coraz lepiej.

Jedna z matek, świeżo upieczony kierowca, z trudem próbowała zaparkować samochód między naszymi. A my wszyscy, zamiast się z niej podśmiewać, staliśmy wokół zachęcając i dodając jej odwagi: "No, jeszcze troszkę", "Spróbuj jeszcze raz", "Spokojnie, spokojnie na pewno Ci się uda".

A teraz pomyśl, kogo i w jaki sposób zamierzasz dzisiaj zachęcić.




Mariola i Piotr Wołochowiczowie
 
 
Miczka Roman
weteran forum


Wiek: 46
Dołączył: 30 Lis 2007
Posty: 134
Poziom: 10
HP: 0/230
 0%
MP: 110/110
 100%
EXP: 14/22
 63%
Wysłany: Sob 14 Cze, 2008 17:30   

U fryzjera
Autor: Nieznany
22.04.2008.
Pewien mężczyzna poszedł, jak co miesiąc, do fryzjera. Zaczęli rozmawiać o różnych sprawach. Ni z tego ni z owego, wywiązała się rozmowa o Bogu.
Fryzjer powiedział:
- Wie Pan, ja nie wierzę, że Bóg istnieje.
- Dlaczego Pan tak uważa? – zapytał klient.
- Cóż, to bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść na ulicę, żeby się przekonać, że Bóg nie istnieje.

Gdyby Bóg istniał, myśli Pan, że istniałoby tyle osób chorych? Istniałyby opuszczone dzieci?
Gdyby istniał Bóg, nie byłoby bólu, cierpienia...
Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Boga, który na to wszystko pozwala.

Klient pomyślał chwilę, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Nie chciał wywoływać niepotrzebnej dyskusji. Gdy fryzjer skończył, klient zapłacił i wyszedł.
I w tym momencie zobaczył na ulicy człowieka, z długą, zaniedbaną brodą i włosami. Wyglądało na to, że już od dłuższego czasu jego włosy i broda nie widziały fryzjera.
Był zaniedbany i brudny.
Wtedy klient wrócił i powiedział:
- Wie Pan co? Fryzjerzy nie istnieją!
- Bardzo śmieszne! Jak to nie istnieją? – zapytał fryzjer. – Ja jestem jednym z nich!
- Nie! – odparł klient. – Fryzjerzy nie istnieją, bo gdyby istnieli, nie byłoby ludzi z długimi włosami i brodą, jak ten człowiek na ulicy.
- A, nie, fryzjerzy istnieją, to tylko ludzie nas nie poszukują, z własnej woli.
- No właśnie – powiedział klient. - Dokładnie tak. Bóg istnieje, to tylko ludzie go nie szukają, i robią to z własnej woli, dlatego jest tyle cierpienia i bólu na świecie.

"Bóg nie obiecywał dni bez bólu, radości bez cierpienia; słońca bez deszczu.
Obiecał siły na każdy dzień, pociechę wśród łez i Światło na Drodze...”

Bóg powiedział:
Nieważne jest, jak twój Anioł będzie miał na imię.
Ty będziesz go nazywał po prostu ... Przyjacielem
 
 
Włodek Lubański
medal za tyle postów!


Wiek: 69
Dołączył: 09 Cze 2006
Posty: 548
Poziom: 21
HP: 0/996
 0%
MP: 475/475
 100%
EXP: 30/56
 53%
Wysłany: Nie 15 Cze, 2008 12:44   

[i]Powyższy tekst zawiera fajny obrazek z życia,z naszej codzienności.[/i]
Dzięki Romkowi za jego zamieszczenie. Już wcześniej, też zaznaczył w "Słowie na niedzielę",swoją obecność.
Nadal liczę, na wpisy podobnych tekstów w tym wątku,również dalszych "odważnych"...

Siląc się na zachęcenie do pisania,dodałem sobie nicka(np.Romano to też ja),aby nieco ubarwić to"Słowo.."
Zresztą,każdy z forumowiczów może sobie dodać nicka, jeśli chciałby być nieco anonimowym(ale wiarygodnym).
Na innych wątkach naszego forum,jest kilku gości o podwójnych tożsamościach,co dodało nieco ożywienia w kilku tematach.
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Pią 20 Cze, 2008 18:30   

Znajdziesz chwilę,aby przeczytać tę niedługą opowieść?
Historia znad stawu

Nad stawem mieszkał samotny człowiek. Kiedyś był bardzo bogaty miał wielki dom, rodzinę i mnóstwo przyjaciół. O nic się nie troszczył, bo i po co skoro nic więcej nie potrzebował. Jednak pewnego dnia stracił dom, rodzinę i życzliwych ludzi. Długo błąkał się nieszczęśliwy po świecie, aż wreszcie osiadł w samotni nad zielonym stawem. Tu dzień po dniu zastanawiał się nad swoim losem. - "Moje życie nie było dobre, więc teraz cierpię". Im więcej o tym myślał, tym bardzie) stawał się smutny. Nie radowały go przemijające pory roku ani śnieg, ani kwitnące drzewa, ani złote ważki nad stawem, ani purpurowe liście dzikiego wina. Teraz też o nic się nie troszczył, bo i po co, skoro wszystko mu zobojętniało. Sam także bardzo się zaniedba]. Wychudł, przygarbi] się i przestał] się golić. Wokół niego nawet przyroda znieruchomiała - ptaki przestały śpiewać, ryby w stawie nie pluskały się wesoło, pałki wodne zwiesiły smutno podłużne główki i nawet ogień w kominku coraz częściej przygasał Pewnego wieczoru człowiek usiadł przy stole podparłszy głowę dłońmi. Przed nim ledwie tliła się mizerna świeczka.
- Najlepiej zniszczyć, to wszystko, co takie marne. Inaczej nic dobrego z tego nie będzie. Najpierw zgaszę tę lichej świeczkę, potem wykoszę nadłamane trzciny, rozpędzę milczące ptaki i powyławiam ospałe ryby. Zabiorę się za to jutro rano. Teraz pójdę spać.

Zanim jednak człowiek zdążył się przygotować sobie posłanie, ktoś zapukał do drzwi. Mieszkaniec chatki nie zdążył się odezwać, gdy w izbie pojawiła się jakaś postać. Trudno było w półmroku zobaczyć rysy jej twarzy, ale było w niej coś tak niezwykłego, że nawet dobrze jej nie widząc można było czuć bijące od niej ciepło i dobro.

- Jestem wędrowcem - cicho powiedział niespodziewany gość. - Szedłem trzy dni i trzy noce bez odpoczynku. Czy mogę u ciebie przenocować?

- Bhuu - wyjąkał człowiek i natychmiast zamilkł.

- No, to jak? Ugościsz mnie?

- Cóż... dawno nie widywałem ludzi. Nie umiem już chyba z nikim rozmawiać, a co dopiero ugościć...

- Wystarczy, że pozwolisz mi się przespać w kącie. Rano napiję się wody i pójdę dalej - uśmiechnął się wędrowiec.

- Skoro tak niewiele potrzebujesz, to zostań - mruknął człowiek. Sam się sobie dziwił dlaczego zgodził się przenocować dziwnego gościa. Normalnie przepędziłby takiego intruza na cztery wiatry, ale teraz powstrzymała go życzliwość i troska, które wraz z przybyszem wypełniły każdy zakamarek chatynki.

- Pozwól więc, że dam ci trochę więcej światła - i wędrowiec podszedł do stołu z dogasającą świeczką. Położył dłoń na tlącym się knotku, który w tej samej chwili zapłonął jasnym, mocnym ogniem. Wokół zrobiło prawie tak jasno jak w dzień, a do tego ciepło i przytulnie. Zdumiony człowiek poczuł, że dzięki światłu świecy jego ponura izdebka nabrała życia i stała się prawdziwym domem. Po raz pierwszy od wielu lat lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Usiadł przy stole naprzeciwko dziwnego gościa i odważnie popatrzył mu w oczy. To, co potem się wydarzyło jest wielką tajemnicą. Blask poranka zajrzał już przez okno, a dwie postacie nadal tkwiły przy stole. Tylko, że jedna z nich klęczała i płakała. Po jakimś czasie drzwi od domku otworzyły się i dwóch przyjaciół stanęło na progu. Chwilę patrzyli w niebo i na drzewa wsłuchując się w wesoły świergot ptaków. - A ja już myślałem, że one nigdy nie zaczną śpiewać... - wyszeptał człowiek ocierając łzy, które wciąż spływały mu po policzkach.

- Niedługo muszę iść dalej, więc chodźmy jeszcze nad staw - wędrowiec postąpił kilka kroków. Pod dotknięciem jego stóp ożywiały się przywiędłe trawy i kwiaty, a pszczoły i różnorakie owady budziły się z letargu. Kiedy obydwaj stanęli nad stawem, niezwykły gość wszedł pomiędzy nadłamane trzciny i pałki wodne przemawiając do nich jak do dzieci. Na dźwięk jego głosu jedna po drugiej prostowały się jak żołnierze w szeregu. Potem dotknął ręką lustra wody i natychmiast jego powierzchnia zmarszczyła się i rozkołysała od pluskających się w niej ryb. Prawdziwe życie wróciło nad staw, a w sercu człowieka zagościły dawno zapomniane radość i spokój. Nie mógł uwierzyć, że został uzdrowiony pomimo tego, że prawie całe swoje życie zmarnował i stracił już na wszystko nadzieję. - Nawet nie potrafię ci podziękować, a przecież ty okazałeś mi tyle dobra... - człowiek odwrócił rozpromienioną twarz do wędrowca, ale za jego plecami już nikogo nie było.

Porozmawiajmy...

Jak żył człowiek, zanim nie utracił wszystkiego co miał?
Dlaczego mieszkając nad pięknym stawem stawał się coraz smutniejszy? A co działo się wokół niego?
Jak myślisz, czy to jak się zachowujesz ma jakieś znaczenie dla innych?
Kim mógł być tajemniczy wędrowiec, który pojawił się w chatce nad stawem?
Co robi Pan Jezus gdy widzi słabość człowieka?
Czy gdzieś już słyszałeś o nadłamanej trzcinie...? Gasnącym knotku... ?
Jak wyobrażasz sobie dalsze losy człowieka znad stawu?
 
 
km 
administrator

Wiek: 44
Dołączył: 23 Lis 2005
Posty: 888
Skąd: Stradunia
Poziom: 26
HP: 16/1637
 1%
MP: 781/781
 100%
EXP: 49/78
 62%
Wysłany: Sob 21 Cze, 2008 23:36   

Przeczytane u koleżanki w opisie zdjęcia na nasza-klasa.
Każdego ranka, po przebudzeniu, otrzymujemy kredyt w wysokości osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu sekund życia na dany dzień. Kiedy wieczorem kładziemy się spać, niewykorzystana reszta sekund nie przejdzie na następny dzień; to, czego nie przeżyliśmy w ciągu dnia, jest na zawsze stracone, pochłonięte przez wczoraj. Każdego następnego ranka rozpoczyna się ta sama magia, znowu otrzymujemy taką liczbę sekund życia i wszyscy zaczynamy grać w tę nieodwracalną grę: bank może zamknąć nam konto w najbardziej nieoczekiwanym momencie, bez żadnego ostrzeżenia – w każdej chwili może zatrzymać nasze życie... RADUJMY SIÊ KAŻD¡ CHWIL¡.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,52 sekundy. Zapytań do SQL: 14