STRADUNIA Strona Główna STRADUNIA
Nasza wieś... Wasz Świat !!!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Słowo na niedzielę
Autor Wiadomość
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Sob 20 Wrz, 2008 22:16   

Mt 20, 1-16
Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: "Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam". Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: "Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?" Odpowiedzieli mu: "Bo nas nikt nie najął". Rzekł im: "Idźcie i wy do winnicy!" A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: "Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!" Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: "Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty". Na to odrzekł jednemu z nich: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?" Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi".
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Pią 26 Wrz, 2008 09:35   

Czy kochasz mnie?

Pewnego razu, po kolejnej sytuacji, w której ukochany zawiódł, dziewczyna zaczęła się zastanawiać nad więzią, która ich łączy i wprost zapytała swojego adoratora:

- Czym jest dla ciebie miłość?

- Miłość - odpowiedział pełen entuzjazmu chłopak - to jest TO, co nas łączy...!!!

- To znaczy?

- To znaczy, jest to więź - najsilniejsza i najdoskonalsza, która może łączyć dwoje ludzi, która wiąże ze sobą przyjaźń, dobro, zaufanie, szacunek... Bo kochać, to znaczy, pragnąć dobra drugiej osoby bardziej niż swojego... to znać jej potrzeby i oczekiwania i starać się spełniać je w miarę możliwości, pragnąć ją uszczęśliwiać, troszczyć się o nią i być gotowym oddać za nią życie!!!

- A, ty? Kochasz mnie?

- Oczywiście, że cię kocham!

- I nie chciałbyś, żebym cierpiała?

- Zrobiłbym wszystko, żebyś nie cierpiała! Gdybym mógł - życie oddałbym za ciebie!!!! Tak cię kocham!!!! I nigdy nie pozwoliłby, żeby ktoś cię krzywdził!!

Dziewczyna chwilę się zastanowiła, po czym odpowiedziała:

- To dlaczego TY wciąż mnie ranisz?


Calineczka :
 
 
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Sob 27 Wrz, 2008 21:24   

APOSTOŁ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO WYNIESIONY
NA OłTARZE

28 września w BIAŁYMSTOKU Sł.B.Ks.MICHAŁ SOPOÆKO zostanie ogłoszony BłOGOSŁAWIONYM.

Uroczystość rozpocznie się o godz.11:00 s SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO.

Ks. Michał Sopoćko (ur. 1 listopada 1888,na wileńsczyźnie , zm. 15 lutego 1975 w Białymstoku) - ksiądz rzymskokatolicki, spowiednik św. Faustyny Kowalskiej, założyciel Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

W 1910 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Wilnie. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1914. Po uzyskaniu doktoratu z teologii moralnej w 1926 r. został ojcem duchownym w seminarium wileńskim. Habilitował się w 1934 r. Najdłużej pracował jako profesor teologii pastoralnej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i w Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku (1928-1962). Jako spowiednik św. Faustyny Kowalskiej zainteresował się kultem Miłosierdzia Bożego i stał się nie tylko jego głosicielem, ale również dał podstawy teologiczne tego kultu.

OJCZE niech Twa beatyfikacja będzie przyczynkiem
wzrostu kultu Miłosierdzia Bożego.
ORÊDUJ ZA NAMI
 
 
Włodek Lubański
medal za tyle postów!


Wiek: 69
Dołączył: 09 Cze 2006
Posty: 548
Poziom: 21
HP: 0/996
 0%
MP: 475/475
 100%
EXP: 30/56
 53%
Wysłany: Pią 03 Paź, 2008 23:13   

Światełko

Pewna kobieta zaintrygowana tym, że jej przyjaciółka obowiązkowo każdego wieczoru zapala w swoim domu świeczkę, zapytała ją, dlaczego to robi.

Ta ciepło uśmiechając się do niej odpowiedziała:

- Gdy zapalam świecę, nawet tę najmniejszą, jest to dla mnie niczym... modlitwa...

Paląca się świeca przypomina mi o nieustannej Obecności Boga w moim życiu... Jej jasne światło, rozprasza mrok, usuwa wszelkie wątpliwości, dodaje otuchy i nie pozwala mi zapomnieć o moim wewnętrznym płomieniu... Płomieniu Mojego Serca... Wiary, Nadziei i Miłości.


Calineczka :
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Sob 11 Paź, 2008 08:29   

Życie dobrze przeżyć...

Lepszym być,
widzieć świat nawet przez łzy,
a potem znowu rozdawać nadzieję,
żeby spełniły się ludzkie sny.
Nie ma ciemności,
po której nie wyszłoby światło,
nawet jak ono na chwilę zgasło,
nie trać uśmiechu na twarzy.
Wiele trudnych chwil przed Tobą,
życie nie będzie tylko osłodą,
nawet jak pojawi się znowu noc,
miej w sobie nadzieję i moc.
Przeżyj życie jak najlepiej możesz,
pomagaj innym ujrzeć światło nadziei,
kiedyś sam możesz potrzebować pomocy,
bo życie ludzkie zmiennie się toczy.

************************************
 
 
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Sob 11 Paź, 2008 16:13   

Piotrusiowy różaniec

Kochani Przyjaciele, wiem jak czasem trudno się modlić. W głowie wirują różne myśli, w sercu robi się bałagan. Zdarza się nawet, ze modlitwa zaczyna nas po prostu denerwować! A przecież modlenie się, to nic innego, jak rozmowa z Kimś Kto Bardzo Cię Kocha. Czy może być coś lepszego na świecie od takiej rozmowy? Czy jest ktoś kto uważniej mógłby Cię wysłuchać, pocieszyć, uradować, doradzić w kłopotach, ulżyć w bólu? Czasem trzeba trochę "powalczyć" o taką niezwykłą rozmowę, a czasem gdy Pan Bóg widzi, że zupełnie się pogubiłeś sam przychodzi Ci z pomocą. Tak jak pewnemu chłopcu...

* * *
Piotruś nie był wesołym chłopcem. Wychowywali go dziadkowie, ponieważ rodziców stracił, gdy był jeszcze malutkim dzieckiem. Dziadek był surowym człowiekiem, który nie potrafił okazywać wnukowi uczuć, chociaż bardzo go kochał. Chciał żeby chłopiec dobrze się uczył, miał odpowiednich kolegów i nie chodził po drzewach. Tymczasem Piotruś starał się jak mógł być pilnym uczniem, żeby zadowolić dziadka, ale nauka jakoś zupełnie mu nie szła. Lubił bawić się z każdym dzieckiem nie zwarzając na to, czy jest ładne, czy brzydkie, zdolne, czy całkiem zwyczajne. Poza tym nie wyobrażał sobie zabawy bez wdrapywania się ma jabłonki i orzechy w sadzie. Wszystko to sprawiało, że dziadek wciąż był z wnuka niezadowolony. - Pragnę tylko twojego dobra mój chłopcze, a ty wciąż robisz wszystko nie tak.

- Przepraszam, ja tylko...

- Co tylko? Co tylko?

- Dajże mu spokój - wtrącała zwykle babcia widząc smutek w oczach chłopca. Potem szła do kuchni robiła herbatę i stawiała jeden kubek przy fotelu dziadka, a drugi na biurku Piotrusia. Babcia zawsze umiała jakoś rozładować sytuację i w takich momentach jak ten była niezastąpiona. Zresztą pomimo wielu kłopotów miała zwykle pogodną i, jak mawiał wnuczek, "przytulną" twarz. - Babciu, co sprawia ci tyle radości?

- Ty i dziadek.

- A dlaczego?

- Bo bardzo was kocham.

- No ale bolą cię nogi, masz kłopoty ze mną i z dziadkiem i... i... umarli moi rodzice...

- To prawda. Gdybym musiała sama dźwigać te wszystkie kłopoty, na pewno nie dałabym rady.

- To kto ci pomaga?

Babcia nie odpowiedziała tylko z uśmiechem wyjęła z kieszonki różaniec. Piotruś wzruszył ramionami. Widywał babcię jak codziennie siedziała w fotelu przebierając w palcach drewniane paciorki. Denerwował go ten widok i sam nie wiedział dlaczego. Może był pogniewany na Pana Boga, że zabrał mu rodziców? Albo nie wierzył, że Matka Boża słucha tego co mówi babcia? W każdym razie sam nigdy nie brał do ręki różańca i w ogóle coraz rzadziej się modlił.

Pewnego razu wracając ze szkoły postanowił pobyć trochę na skwerku. Znowu dostał zły stopień i nie miał ochoty zaraz po przyjściu do domu tłumaczyć się z tego dziadkowi. Wlókł się teraz noga za nogą kopiąc drobne kamyczki, którymi wysypana była alejka. W pewnej chwili trochę większy żwirek potoczył się prosto pod nogi kobiety siedzącej na ławce, jej twarz przysłaniał kapelusz, ale i tak widać było, że płacze. Piotruś nie wiedział jak ma się zachować. Udawać, że się spieszy? Zawrócić? Podejść?

- Podejdź tu do mnie Piotrusiu - zdumiony chłopiec usłyszał cichy głos podobny do tego, jakim przemawiała do niego mama gdy był jeszcze malutki. Bez wahania usiadł obok nieznajomej. Gdzieś w głębi serca czuł, że może jej zaufać.

- Och mój mały synku - pani przytuliła chłopca. - Uwierz mi, że twoi rodzice są bardzo blisko ciebie. Trudno ci w to może uwierzyć, bo dziś piątek...

- A co ma do tego piątek, proszę pani? - Piotruś przestał pociągać nosem.

- W ten dzień umarł mój Syn.

- Nic nie rozumiem. Przecież zna wszystkich ludzi.

- Właśnie dlatego zgodził się umrzeć.

- Ale skoro opowiedział pani o mnie, to chyba żyje?

- To prawda. Ale... Piotrusiu, czy ty przypadkiem nie chciałbyś spróbować odmawiać różańca ze swoją babcią?

- A po co?

- Wtedy łatwiej zrozumiesz to, o czym mówię. Naprawdę. A kiedy znów się spotkamy będziesz mówił do mnie "Mamo", a nie "proszę pani".

Nieznajoma wstała i zniknęła w kasztanowej alejce. Na ławce pozostał tylko drewniany różaniec. Piotruś nieśmiało wziął do ręki gładkie koraliki. Kręciło mu się w głowie od tej dziwnej i niezrozumiałej rozmowy. W dłoni poczuł chłodne dotknięcie metalowego krzyżyka. Nagle wszystko wydało mu się takie jasne, spokojne i ciche. Pobiegł do domu i nie zdejmując nawet butów usiadł obok babcinego fotela. Wziął babcię za rękę i po raz pierwszy zaczął się z nią modlić. Był piątek. Chłopiec powoli przesuwał paciorki różańca zasłuchany w rozważania o męce i śmierci Pana Jezusa. W kolejne dni poznał Tajemnice Chwalebne, Tajemnice Radosne i Tajemnice Światła. Powoli modlitwa różańcowa stała się mu bardzo bliska. To była jego rozmowa z Matka Boża, do której nie mówił już inaczej jak "moja Mama".

Porozmawiajmy...

Co sprawia Ci najwięcej trudności na modlitwie?

A jak można się modlić? Czy tylko odmawiając pacierz?

Czy zdarza Ci się odmawiać różaniec?

Jak wyobrażasz sobie poszczególne tajemnice?


EP
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Czw 16 Paź, 2008 12:56   

♡♡*•.¸+¸.•*♡♡*•.¸+¸.•*♡♡*•.¸+¸.•*♡♡
Papież Jan Paweł II
W dn. 16 października przypada 30. rocznica wyboru
papieża Jana Pawła II.




„Za tę chwilę pełną śmierci dawnej”

Za tę chwilę pełną śmierci dziwnej,

Która w wieczność niezmierna opływa,

Za dotknięcie dalekiego żaru,

W którym ogród głęboki omdlewa.

Zmieszały się chwila i wieczność,

Kropla morze objęła –

Opada cisza słoneczna

W głębinę tego zalewu.

Czyż życie jest fala podziwu, falą wyższą niż śmierć?

Dno ciszy, zatoka zalewu – samotna ludzka pierś.

Stamtąd żeglując w niebo,

Kiedy wychylisz się z łodzi,

Miesza się szczebiot

Dziecięcy – i podziw "

/Jan Paweł II/
 
 
Włodek Lubański
medal za tyle postów!


Wiek: 69
Dołączył: 09 Cze 2006
Posty: 548
Poziom: 21
HP: 0/996
 0%
MP: 475/475
 100%
EXP: 30/56
 53%
Wysłany: Nie 19 Paź, 2008 06:46   

Różaniec jest najpotężniejszą
bronią, jaką możemy się
bronić na polu walki.
- Siostra Łucja z Fatimy

Odmawiajcie zawsze różaniec

Kiedy znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji i po ludzku nic nie mogłam uczynić, otrzymałam natchnienie, by odmawiać codziennie różaniec. Od 1986 r. odmawiałam cząstkę różańca, ale nie mogłam się zmobilizować, by odmawiać cały. Kiedy okazało się to dla mnie zbyt trudne, zaniechałam dalszych zmagań, choć ta sprawa wciąż nie dawała mi spokoju.

Tymczasem sytuacja życiowa mojej rodziny była coraz gorsza. Moja córka odeszła od Boga, a jej małżeństwo się rozpadło. W końcu porzuciła męża, zostawiając mu dziecko; z nami również zerwała kontakt. Był to dla nas straszny cios. Mój mąż się załamał. On sam stracił wiarę i przestał się modlić, aleja powzięłam postanowienie odmawiania całego różańca. Wierzyłam, że Maryja mnie wysłucha - i nie zawiodłam się!

Odmawiam różaniec już trzeci rok i jestem szczęśliwa. Ta cudowna modlitwa wlała do mojego serca pokój i nadzieję. Jestem wdzięczna Jezusowi za cierpienia, bo to one sprawiły, że pokochałam modlitwę różańcową. Maryja nauczyła mnie - i wciąż uczy - pokory i cierpliwości. Najbardziej cieszę się z tego, że moja córka wróciła do Boga. Nawiązała z nami kontakt i teraz też codziennie odmawia cząstkę różańca. Mam nadzieję, że Maryja połączy jej rozbite małżeństwo miłością swojego Syna, bo dla Jezusa nie ma przecież nic niemożliwego. W czerwcu obchodziliśmy z mężem 36 rocznicę ślubu. W sanktuarium w Ludźmierzu prosiłam Maryję o dobrą spowiedź dla mojego męża, bo rzadko z tego cudownego daru korzysta - i otrzymałam to od królowej Podhala w podarunku!

Odmawiajcie zawsze różaniec - to słowa o. Pio, pod którymi i ja chętnie się podpisuję. Tak wielkie rzeczy uczynił mi Pan za przyczyną tej cudownej modlitwy! Już nie lękam się ataków szatana, mam w ręku potężną broń - różaniec. Pewien rekolekcjonista w Częstochowie powiedział taką znamienną rzecz: Kto Maryję odrzuci z rodziny, grupy modlitewnej czy też życia kapłańskiego, nie obroni się przed szatanem. Moja córka rozpoczęła życie w małżeństwie bez Boga. Świadomie oboje z mężem przestali się modlić i, niestety, szatan miał do nich dostęp (...). Oboje przeżywali bardzo trudne chwile, ale moja modlitwa była zawsze przy nich. Maryja, dając mojej córce różaniec do ręki, przyprowadziła ją do Chrystusa.


Bernadetta
_________________
"Możemy być tylko tym, kim jesteśmy, nikim więcej i nikim mniej."
T. Goodkind
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Sro 22 Paź, 2008 11:32   

KRÓLEWSKI BŁAZEN

Pewien Król miał swego nadwornego błazna,
który umilał mu dni swoimi powiedzonkami i żartami.
Któregoś dnia król powierzył błaznowi swe berło, mówiąc:
- Zatrzymaj je do czasu, aż znajdziesz kogoś głupszego od siebie.
Wtedy będziesz mógł mu je podarować.
Kilka lat później król poważnie zachorował.
Czując zbliżającą się śmierć, przywołał błazna,
do którego w gruncie rzeczy był bardzo przywiązany i powiedział:
- Wyruszam w długą podróż.
- Kiedy wrócisz? Za miesiąc?
- Nie - odparł król. - Nie powrócę już nigdy.
- A jakie przygotowania poczyniłeś przed tą wyprawą? - zapytał błazen.
- Żadnych - brzmiała smutna odpowiedź.
- Wyjeżdżasz na zawsze - powiedział błazen - i wcale się do tego nie przygotowałeś?
Proszę, weź to berło.
Znalazłem wreszcie głupszego ode mnie!



Jest bardzo wielu ludzi, którzy nie przygotowują się do tej "wielkiej podróży",
która czeka każdego z nas.
Dlatego ten moment wiąże się dla nich z wielką trwogą.
"Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny", mówi Jezus (Mt 25, 13).
Czy naprawdę przygotowujesz się do tego?

Bruno Ferrero "40 opowiadań na pustyni"
 
 
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Nie 26 Paź, 2008 05:22   

NAJPIÊKNIEJSZY ZE WSZYSTKICH DARÓW

Każdego poranka bogaty i wszechpotężny król Bengodi odbierał hołdy swoich poddanych.
W swoim życiu zdobył już wszystko to, co można było zdobyć
i zaczął się trochę nudzić.

Pośród różnych poddanych zjawiających się codziennie na dworze,
każdego dnia pojawiał się również punktualnie pewien cichy żebrak.
Przynosił on królowi jabłko, a potem oddalał się równie cicho jak wchodził.

Król, który przyzwyczajony był do otrzymywania wspaniałych darów,
przyjmował dar z odrobiną ironii i pobłażania, a gdy tylko żebrak się odwracał,
drwił sobie z niego, a wraz z nim cały dwór.
Jednak żebrak tym się nie zrażał.

Powracał każdego dnia, by przekazać królewskim dłoniom kolejny dar.
Król przyjmował go rutynowo
i odkładał jabłko natychmiast do przygotowanego na tę okazję koszyka
znajdującego się blisko tronu.
Były w nim wszystkie jabłka cierpliwie i pokornie przekazywane przez żebraka.
Kosz był już prawie całkiem pełen.

Pewnego dnia ulubiona królewska małpa wzięła jedno jabłko i ugryzła je,
po czym plując nim, rzuciła pod nogi króla.
Monarcha oniemiał z wrażenia, gdy dostrzegł wewnątrz jabłka migocącą perłę.
Rozkazał natychmiast, aby otworzono wszystkie owoce z koszyka.
W każdym z nich, znajdowała się taka sama perła.

Zdumiony król kazał zaraz przywołać do siebie żebraka i zaczął go przepytywać.
"Przynosiłem ci te dary, panie - odpowiedział człowiek - abyś mógł zrozumieć,
że życie obdarza cię każdego dnia niezwykłym prezentem,
którego ty nawet nie dostrzegasz i wyrzucasz do kosza.
Wszystko dlatego, że jesteś otoczony nadmierną ilością bogactw.
Najpiękniejszym ze wszystkich darów jest każdy rozpoczynający się dzień"

Bruno Ferrero "Kółka na wodzie"
 
 
Włodek Lubański
medal za tyle postów!


Wiek: 69
Dołączył: 09 Cze 2006
Posty: 548
Poziom: 21
HP: 0/996
 0%
MP: 475/475
 100%
EXP: 30/56
 53%
Wysłany: Czw 30 Paź, 2008 09:03   

Sto czterdzieści cztery tysiące

I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela. Sto czterdzieści cztery tysiące – niby dużo. Ale w perspektywie całego kraju – to niewielka cząstka. W perspektywie świata – ułamek procenta. W perspektywie wieków – jedna kropla w oceanie. Jeśli w niebie jest miejsce tylko dla stu czterdziestu czterech tysięcy, to nie ma się co wysilać, wszystkie bilety sprzedane, nie dostanę się tam w żaden sposób. Tym bardziej nie ma o czym mówić, bo ani ja, ani ty nie należymy do narodu Izraela. Niebo nie dla mnie – tak można by sądzić odczytując starożytny tekst według dzisiejszego, dosłownego sposobu rozumienia.

Jednakże autor tego proroctwa sam podpowiada wyjaśnienie. W następnym zdaniu napisał: Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. „Z każdego narodu” – a więc nie tylko spośród Izraelitów. „Tłum, którego nie mógł nikt policzyć” – a więc nie 144 tysiące? W takim razie o co chodzi? Otóż o inne, popularne w starożytności posługiwanie się liczbami. Mogły one znaczyć dosłownie tyle, ile wynika z ich arytmetycznej wielkości. 12 – po prostu dwanaście sztuk czegoś, ot, chociażby jajek w koszyku. Ale mogły mieć znaczenie szersze, niejako symboliczne, wyrażające pewną ogólną ideę. W tym znaczeniu „dwanaście” było wtedy rozumiane nie jako liczba, ale jako określenie znaczące „wiele, dużo, bardzo dużo”. 12 pokoleń Izraela pomnożone przez 12000 to jest – no właśnie, to jest 144 tysiące. Innymi słowy – to wiele razy wiele tysięcy, czyli tłum nie do policzenia. Nie ma więc obaw, w niebie nie obowiązują numerowane miejsca, Bóg czeka na wszystkich świętych.
*****************************************ks.Tomasz Horak
_________________
"Możemy być tylko tym, kim jesteśmy, nikim więcej i nikim mniej."
T. Goodkind
 
 
Miczka Roman
weteran forum


Wiek: 46
Dołączył: 30 Lis 2007
Posty: 134
Poziom: 10
HP: 0/230
 0%
MP: 110/110
 100%
EXP: 14/22
 63%
Wysłany: Pią 31 Paź, 2008 18:23   

1 LISTOPADA
Święto Zmarłych

Święto Wszystkich Świętych wprowadził dla całego kościoła Grzegorz IV w 834r. jako pamięć o zmarłych.
Tradycja Wszystkich świętych albo Święto zmarłych ma swój początek w starym celtyckim święcie \"Samhain\". Samhain (śmierć ciała) oznaczał dla naszych przodków początek nowego roku. Jeśli dziwi, że początek roku zaczynał się 1 listopada, należy sobie uświadomić, że Celtowie byli rolnikami i dla nich żniwa zaczynały się sianiem ozimin, czyli obdarowaniem zaczątkiem życia gleby śpiących jeszcze pól.
Ponadto wszyscy obchodzą to święto dokładnie lub mniej więcej w tym samym dniu, w którym według sprawozdania Mojżeszowego rozpoczął się potop, tzn. siedemnastego dnia drugiego miesiąca- miesiąca odpowiadającego w przybliżeniu naszemu listopadowi (p3kJ. Garnier, Londyn 1904, s. 4). Tak więc w rzeczywistości początek temu świętu dało składanie hołdu ludziom, którzy za dni 1\'-roego zginęli w kataklizmie potopu.
Wszystkich świętych /Kościół Katolicki, Episkopalny i Luterański/ - to cześć dla wszystkich świętych w niebie (tych znanych i tych nieznanych). Halloween znaczy dzień przed Wszystkimi świętymi, czyli 31 października. Ten dzień określa się też jako Hallowmass (wzięte ze staroangielskiego Hallow, co oznacza uświęcać). W Kościele Katolickim jest to jeden z najważniejszych obrzędów w roku. W tym dniu wszyscy katolicy są zobligowani do uczestniczenia w mszy.
Drugi listopada jest to dzień poświęcony zmarłym, których w tym dniu szczególnie się wspomina.
Są to dni, które skłaniają ludzi żyjących do duchowego kontaktu z innymi, czy to z żyjącymi czy ze zmarłymi. Nie kwiat, czy wieniec, które są ważne, ale usposobienie duchowe pomagają nam dobrze przeżyć te dni. Czynności zewnętrzne mają jedynie charakter pomocniczy, Można być bowiem, w tych dniach, bardzo blisko zmarłej osoby, której doczesne szczątki spoczywają gdzieś daleko, wiele kilometrów od nas i wiele lat temu to nastąpiło.

Na Słowacji w zaduszkową noc zostawiano na stole chleb lub inne potrawy. Ludzie chcieli w ten sposób uczcić zmarłych, którzy mieli w tym czasie przychodzić do domu. Nasi przodkowie dekorowali grób matami i zapalali świeczki. Kto nie mógł iść na cmentarz, zapalał w domu dla każdego zmarłego z rodziny po jednej świeczce.

Brytyjczycy wrzucają do ogniska kamienie, warzywa, orzechy by odgonić złe duchy. Ludzie robili też zagłębienia w rzepie i dyni i wstawiali świece by odgonić złe duchy z domu.

Meksykańskie obrzędy ku czci zmarłych trwają dłużej niż w Polsce i mają zupełnie inny charakter.
Tradycyjnie ceremonie odbywają się w trzech miejscach - w domu, w kościele (Meksykanie są katolikami) i na cmentarzu.
27 i 28 października w domach rozpoczyna się wielkie sprzątanie - w najbliższych dniach, przybędą bowiem na ziemię dusze zmarłych. Należy je przywitać nie tylko z szacunkiem, ale i radością.
Dusze najpierw odwiedzają domy bliskich; do ich wizyty trzeba specjalnie się przygotować.
W pokoju lub na patio 31 października wznosi się tzw. ofiarę, przeznaczoną dla dusz zmarłych krewnych. Zazwyczaj jest to odpowiednio zaadaptowany ołtarzyk domowy, zwany ołtarzem ofiarnym lub ofiarą\". Na ścianie pokoju zawieszane są obrazki świętych, a pod nimi ustawiany stół przykryty obrusem, na którym umieszcza się wiele różnych przedmiotów - lichtarze ze świecami, kadzielnice z copal (kadzidło z żywicy sosny ocote), figurki świętych i aniołków, wazony i słoiki z kwiatami oraz inne ozdoby.

Po udekorowaniu ołtarzyka domownicy ustawiają na stole naczynia z potrawami, a na kwietnym łuku zawieszają owoce i słodycze - pokarm dla dusz, które po przebyciu długiej drogi z zaświatów będą bardzo głodne. Są niewidzialne i żywią się tym, czego nie widać - woniami i fluidami czekających na nie potraw. .
Zgodnie z wierzeniami, na ziemię najpierw przybywają dusze zmarłych dzieci, zwane aniołkami\".
Oznajmia to bicie kościelnych dzwonów 31 października o godzinie 20. Ofiara\" dla nich musi być przygotowana wcześniej. Na stole Meksykanie stawiają więc to, co lubią dzieci, a więc słodkie napoje, jak czekolada czy przypominające nasz budyń atole, mleko, ugotowane kolby kukurydzy i wiele innych potraw Aniołki\" odchodzą z domów następnego dnia, zwykle w południe, co również oznajmiają kościelne dzwony. Zbliża się czas przybycia dusz dorosłych, należy więc zmienić ofiarę\". Teraz ustawia się na stole to, co oni lubili. Pozostają owoce, chleb umarłych\", czaszki z cukru i inne słodycze oraz napoje gazowane, bo w nich także gustują dorośli. Dostawia się natomiast popularnego w całym Meksyku indyka lub kurczaka w pikantnym sosie czekoladowym mole, a także tortillas i tamales, wypełnione ostro przyprawionymi farszami, czy specjalnie przygotowaną wieprzowinę.
Na koniec zapala się kadzidło i każdemu ze zmarłych jedną dużą świecę. Ud y rodzina pragnie w szczególny sposób uczcić pamięć jakiejś osoby, wtedy - podobnie jak w wypadku dzieci - stawia jej fotografię, a w pobliżu ołtarzyka zawiesza rzeczy należące do zmarłego, głównie odzież; najczęściej przez niego używaną, czasami nową. Tak przygotowany ołtarz czeka na przybycie dusz; wszystko pozostanie na swoim miejscu do 3 listopada, kiedy nastąpi kolejny etap ceremonii - wymiana ofiar\" .
Najbardziej widowiskowa część świąt odbywa się 2 listopada na cmentarzu, zwykle po północy lub po godzinie 2, ale w wielu rejonach Meksyku ludzie przychodzą tam dopiero o świcie. Na cmentarzach tłoczno jest przez cały dzień. Wszyscy czyszczą groby i ozdabiają je kwiatami. Z płatków i koszyczków kwiatowych układają kolorowe obrazy - przeważa symbolika katolicka, głównym motywem jest krzyż, nie brak też serc i aniołków.
Pobyt na cmentarzu to nie tylko wspominanie tych, co odeszli, oraz spotkanie z krewnymi i znajomymi. Meksykanie wierzą, że to także okazja do ponownego, bliskiego kontaktu ze zmarłymi. Rozmawiają z nimi: czasami również śpiewają ich ulubione piosenki. Wieczorem wszyscy ponownie przybywają na cmentarz i zapalają świece. Zbliża się czas odejścia dusz zmarłych - blask migoczących świec i zniczy oświetla im drogę powrotną. W nocy cmentarz powoli pustoszeje.
Następnego dnia od rana zaczynają się przygotowania do wymiany ofiar\". Z ołtarzyka zbiera się jedzenie oraz napoje - część przeznaczana jest dla członków najbliższej rodziny, reszta zostanie podarowana dalszym krewnym i powinowatym. Ci w zamian również przekazują jedzenie, aby jak mówią- krewni mogli spróbować tego, co zostawili umarli. Niekiedy wymieniane dary cała bliższa i dalsza rodzina spożywa wspólnie. Ta ceremonia jest bardzo ważna dla społeczności lokalnych - oddawanie czci zmarłym utrwala więź z przeszłością, a wymiana ofiar\" pozwala na zachowanie poczucia wspólnoty w obrębie grupy.
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Nie 09 Lis, 2008 06:49   

Bartek i zaduszki

Nie wiem jak wy, ale ja bardzo lubię listopad. Owijam się wtedy w kraciasty koc, popijam malinową herbatkę i wreszcie mogę sobie spokojnie porozmawiać. Z kim? Ze świętymi - czytam sobie książki o ich życiu (nieraz tak pasjonujące jak najlepszy film przygodowy), wyszukuję modlitwy, którymi mogę się do nich zwrócić... Oglądam też fotografie osób, które już odeszły. Łatwiej mi wtedy wspominać, nie po to, żeby za chwilę odłożyć zdjęcie do pudełka i zająć się czymś innym, ale żeby podarować swoim bliskim zmarłym modlitwę. W ten sposób rozmawiam także z nimi. Nie jest to łatwe ale można spróbować, tak jak Bartek...

* * *

Bartek po raz pierwszy poszedł z rodzicami na cmentarz. Kiedy latem umarła babcia nie został zabrany na jej pogrzeb, bo chorował na anginę. A teraz cała rodzina przybyła odwiedzić jej grób. Chłopiec idąc alejkami rozglądał się ciekawie.

- Czy to są łóżka? - zapytał tatę wskazując na prostokątne kamienne płyty. Nad nimi na ścianach o różnym kształcie widniały krzyże. Wprawdzie trochę inne niż nad jego tapczanikiem, ale w końcu jego posłanie było w domu.

- Nie, to są groby.

- Groby?

- Tak. W grobach leżą zmarli.

- No, to jednak są łóżeczka - Upierał się chłopiec.

- Ale z ciebie głupek! - siostra Bartka Dorotka, która chodziła już do drugiej klasy zaczęła się śmiać.

- Przestań, bo zaraz cię kopnę - rozzłościł się chłopiec, a do jego oczu napłynęły łzy. Okropnie nie lubił, gdy ktoś się z niego wyśmiewał, a szczególnie, jak była to jego siostra.

- Uspokójcie się w tej chwili. Czy nawet w takim miejscu musicie się kłócić?

- Ale mamo to ona...

- A właśnie, że to on chciał...

- Karol - mama zwróciła się do taty - weź Bartka, a ja pójdę przodem z Dorotką, inaczej nic z tego nie będzie.

Bartek był bardzo zadowolony z tego pomysłu i nawet obojętnie wzruszył ramionami gdy siostra odwróciła się do niego i pokazała mu język.

- Tatusiu, a dlaczego tu nie można się kłócić?

- Bo na cmentarzu trzeba zachowywać się spokojnie, zresztą najlepiej w ogóle się nie kłócić.

- Ale dlaczego tu jest tak wyjątkowo?

- Bo tu jest tajemnica.

- Ojej! Jaka?

- Popatrz, my sobie teraz spacerujemy pomiędzy grobami. Jeszcze żyjemy i możemy zrobić dużo dobrego, także dla tych, którzy odeszli...

- Odeszli do grobów?

- Niezupełnie. Ich ciała zostały złożone w ziemi, ale ich dusze zostały zabrane prosto do nieba, albo do czyśćca. Właśnie za tych, którzy czekają na niebo musimy bardzo się modlić.

A wiesz, że takie dusze też nam pomagają? Same sobie nie mogą. pomóc, ale nam tak.

No, więc właśnie na cmentarzu trzeba zachowywać się bardzo spokojnie, bo tu niebo spotyka się z ziemią. Dusze zmarłych spotykają się z nami, my spotykamy się z nimi, a wszystko to dzieje się pod znakiem krzyża, czyli samego Pana Jezusa, który czuwa nad nami wszystkimi.

- Uff, to wszystko jest dla mnie za trudne tatusiu. Nic z tego nie rozumiem...

- Mówiłam, że jesteś głupkiem - wtrąciła się nagle Dorotka, która idąc z mamą przodem, mimo wszystko podsłuchiwała rozmowę Bartka z tatą.

- Nie będę się z tobą kłócił, bo tu jest miejsce Wielkiej Tajemnicy! - powiedział chłopiec usiłując spojrzeć na siostrę z góry. Niestety był od niej wyraźnie niższy i nie bardzo mu się to udawało, a nawet wyglądało dość zabawnie. Rodzice z trudem zachowali powagę, ale jednocześnie byli bardzo wzruszeni postawą synka. Bartek chociaż mało mógł pojąć z tego, co próbował wyjaśnić mu tata, o wiele więcej zrozumiał w swoim wrażliwym sercu. Sam zapalił czerwoną lampkę na grobie babci, obok położył piękny zasuszony liść, a potem ukląkł na piaszczystej ziemi i tak jak umiał modlił się do Pana Jezusa za duszę babci, a nawet za tych, którzy leżeli w sąsiednich mogiłach.

Porozmawiajmy...

Czy jak modlisz się słowami Wierzą w Boga zastanawiasz się nad tym, co mówisz?
Co to znaczy "świętych obcowanie"? A "ciała zmartwychwstanie"?
Czy wiesz kim był twój święty patron? Po co chodzimy w Dzień Zaduszny na cmentarz?
Czego oczekują od nas zmarli? Jak możemy im pomóc?

EP
 
 
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Sob 15 Lis, 2008 08:21   

Na strychu od wieków płonęły trzy świece.
Pierwszą świecą była miłość, powiedziała:
"tyle jest bólu na świecie tyle niesprawiedlwości,
ludzie są dla siebie źli, ranią się nawzajem,
po co ja wam jestem" ?
Po tych słowach zgasła...

Drugą świecą była wiara, powiedziała:
"miłość umarła, świat jest okrutny,
ludzie są zagubieni, bez celów,
też jestem niepotrzebna" i zgasła...

W tym momencie na strych weszło malutkie dziecko,
zobaczyło co się dzieje i wykrzyknęło przerażone:
"Co wy robicie! nie gaśnijcie, ja się boję ciemności!"!!!

Wtedy odezwała się trzecia świeca,
głos miała, ciepły spokojny:
"nie mart się kochanie,
dopóki ja płonę, możemy zapalić pozostałe świece,
ja jestem NADZIEJA!"...
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Sob 29 Lis, 2008 16:57   

Czujni we wszystkim

Adwent – to czas chrześcijan. Choć nie tylko. Przecież obudzić musi się całe społeczeństwo. Czy ktoś wierzy w Bożą obecność w świecie, czy nie – cząstką tego świata jest. Od każdego zależy, czy więcej będzie radości czy smutku, pokoju czy utarczek, dostatku czy biedy, nawet życia czy śmierci. Dlatego do adwentowego przebudzenia się wezwani są wszyscy i każdy z osobna człowiek na tym świecie. Ale wołanie proroka i Jezusa do chrześcijan odnosi się w sposób szczególny. Tak, to jest wołanie Jezusa. W odczytanym dziś fragmencie ewangelii słyszeliśmy takie słowa: Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie.

Zapyta ktoś: a co to znaczy, że mam czuwać? Odpowiedź wydaje się prosta – trzeba mieć szeroko otwarte oczy i uszy, widzieć co się dookoła dzieje i mieć tego świadomość. Trzeba umieć odróżnić szelest przedzierającego się przez jesienne liście jeża od szelestu kroków skradającego się złodzieja. Trzeba mieć przy sobie źródło światła – choćby latarkę, by w razie wątpliwości oświetlić pole przed sobą. Czuwać – to także mieć za sobą innych, jako że stróż pozostawiony samemu sobie niczego nie zdziała.

Chrześcijanie mają wokół siebie wspólnotę Kościoła, a przy sobie Jezusa. Nie powinni więc być sami – chyba, że tak im wygodniej. Ta izolacja najczęściej zaczyna się od zaniedbywania udziału we mszy świętej. ¬ródłem światła jest Słowo Boże – Pismo święte, a ewangelie i listy apostołów w szczególności. Odróżniania banalnych szelestów od poważnych zagrożeń uczymy się w regularnym rachunku sumienia i spowiedzi. Szeroko otwarte oczy i uszy – to nasza wrażliwość na wartości moralne i szerzej – na sprawy duchowe.

Czas się przebudzić i budzić innych....

Ks.Tomasz Horak
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,56 sekundy. Zapytań do SQL: 13