STRADUNIA Strona Główna STRADUNIA
Nasza wieś... Wasz Świat !!!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Bajki na dobranoc
Autor Wiadomość
agger
weteran forum


Wiek: 69
Dołączył: 05 Lut 2008
Posty: 145
Poziom: 11
HP: 0/272
 0%
MP: 130/130
 100%
EXP: 3/25
 12%
Wysłany: Nie 08 Mar, 2009 07:06   

Za górami, za lasami żyło sobie Dobro.
Swoimi uczynkami i swoją obecnością, otwierało serca innym.
Jednak Dobro, mimo całej swej dobroci, miało często wątpliwości,
czy jest wystarczająco dobre.
Działo się tak, ponieważ w zakamarkach swojej istoty Dobro dość często odnajdywało zło.
Wtedy smutniało i popadało w melancholię, co zło niecnie wykorzystywało i jeszcze powiększało cierpienie.
Jednak pewnego razu Dobro uświadomiło sobie, że przecież nie jest samo na tym świecie.
Przypomniało sobie, że ma przyjaciół, na których zawsze może liczyć - Prawdę, Piękno i Miłość.

I stało się niezwyciężone.
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Pią 13 Mar, 2009 07:29   

Mądrość starca
W dalekim kraju żył sobie raz bogacz. Miał on trzech synów, którzy żyli u niego jak dzieci samego króla. Bogaty ów człowiek był do tego wielkim uczonym, lecz z powodu interesów przez długie lata nie miał czasu na naukę. Postanowił więc sobie, że gdy tylko jego synowie dorosną, przekaże interesy jednemu z nich - temu najmądrzejszemu – aby je prowadził, a wtedy będzie mógł zasiąść i uczyć się boskiej Tory dniami i nocami.
A gdy dorośli jego synowie, zawołał ich bogacz do siebie i tak im rzekł:
„Synowie moi, mam tyle bogactw, że ani wy, ani dzieci waszych dzieci nie będą się musiały troszczyć o byt. Dziękuję za to Temu Który Żyje Wiecznie. Czuję się jednak winny względem Niego, bo zaniedbałem Torę i zajmowałem się tylko kupiectwem. Chcę wyznaczyć jednego z was do prowadzenia interesów, a ja ze spokojną głową zasiądę do nauki.”
Każdy z synów chciał, by to właśnie jego ojciec wyznaczył na swego następcę w interesach. I powstał spór między braćmi. Lecz ojciec był wielkim mędrcem i tak do nich rzekł:
„Synowie moi, każdy z was jest mi drogi. Mam radę na to, żebyście nie musieli się kłócić. Już od dłuższego czasu myślę i chcę dociec prawdy, jaki jest sens życia człowieczego na ziemi. Dam każdemu z was wystarczająco dużo pieniędzy na rok i wszyscy trzej macie wyruszyć w świat; po roku macie wrócić do domu. Który z was przywiezie mi najmądrzejszą odpowiedź o sensie życia człowieka na ziemi, tego uczynię mym następcą w interesach i on będzie je prowadził w czasie, gdy ja będę się uczył.”
Trzej bracia przystali na radę ojca i poczęli przygotowywać się do podróży. Każdego z nich ojciec wsadził na osobny statek płynący do innego kraju i dał szczodrą ręką pieniądze na wydatki.
I poczęli trzej bracia wędrować po świecie, z kraju do kraju, a każdy z nich szukał odpowiedzi na pytanie ojca, co jest sensem życia.
Najstarszy z braci przybył do dalekiego kraju i dowiedział się, że w mieście garncarzy żyje pewien starzec, którego wszyscy uważają za wielkiego mędrca. Młodzieniec polecił zaprowadzić się do owego starca. Ujrzał przed sobą starego człowieka o krzaczastych brwiach i mądrych oczach siedzącego przy kupie gliny i lepiącego garnki. Podszedł tedy młodzieniec do starca i tak mu rzecze:
„Pokój z tobą, mądry człowieku. Twoja mądrość rozbrzmiewa wszędzie, nawet poza granicami królestwa. Przybyłem do ciebie z dalekiego kraju, abyś powiedział mi: jaki jest sens życia człowieka na ziemi? Za twą odpowiedź dam ci tyle złota, ile tylko zażądasz.”
Starzec zmierzył młodzieńca swymi mądrymi oczami i odpowiedział mu:
„Synu mój, cóż za pożytek może mieć taki starzec jak ja ze złota, które chcesz mi dać? Jestem tak stary, że przeżyłem wszystkie moje dzieci. Nie jestem też mędrcem. Po prostu długo żyłem na tym bożym świecie i przyglądałem się życiu. Dam ci darmową odpowiedź na twoje pytanie.”
„Świat jest jak wielka gospoda. Ludzie przychodzą i odchodzą. Gospoda jest bogata i można w niej dostać najlepsze jadło i napoje. Zasiada się przy nakrytych stołach i ucztuje. Bogaci goście jedzą najlepsze potrawy i piją słodkie wina. Biedni goście jedzą biedne potrawy i piją poślednie wina z gorszych winogron. A prostemu gościowi, który nie ma czym zapłacić, rzuca się resztki ze stołu. A on popija je nie winem, tylko zwykłą wodą. Wszyscy jednak spotykają się w owej gospodzie po to, by opuścić potem stoły i odejść. Nowi ludzie przychodzą i zajmują ich miejsca. Ot i cały sens życia.”
Tak zakończył starzec i zabrał się znowu do lepienia garnka.


Średni brat także jeździł po świecie, aż dotarł do miasta, w którym powiedziano mu, że niedaleko w lesie mieszka święty człowiek, który żyje z dala od ludzi i cały czas siedzi nad książkami i się uczy. Średni syn poszedł więc do lasu, a gdy przybył do świętego, opowiedział mu, po co przybył.
A święty tak mu odrzekł:
„Odpowiem ci przypowieścią: Pewnego razu wędrowiec przemierzał pustynię. Nagle zobaczył, że goni go straszny lew. Strach opadł wędrowca i począł biec. Wpadł do dołu przykrytego chrustem i gdyby nie złapał się jakiejś gałęzi wystającej z boku, wpadłby niechybnie tak głęboko, że połamałby sobie nogi. Na dnie dołu były jadowite węże. Gałąź, której trzymał się wędrowiec zatrzeszczała i już – już miała się złamać. Życie wędrowca było zagrożone ze wszystkich stron: na górze czekał na niego lew, który chciał go zjeść, na dole syczały jadowite węże, a gałąź trzeszczy i łamie się . Wtedy zobaczył, że na gałęzi rosną piękne jabłka. Wędrowiec zapomniał o wszystkich niebezpieczeństwach , począł zrywać jabłka i jeść. Jadł tak i nie chciał myśleć o swoim końcu. I to właśnie mój synu jest życie człowieka. Głupi człowiek goni za przyjemnościami i nie myśli o końcu.”
Najmłodszy również przemierzał wiele krajów, aż usłyszał, że w jakimś mieście krąży po domach zwykły żebrak, a żebrak ów jest wielkim mędrcem. Najmłodszy syn pojechał więc do tego miasta, spotkał owego żebraka i poprosił go, aby powiedział mu, jaki jest sens życia człowieka na tym świecie.
Odpowiedział mu żebrak: „Opowiem ci bajkę. Powiedział raz niemy do ślepego: Mam głuchego syna i jest on bardzo smutny. Może znasz jakiegoś dobrego skrzypka, aby go rozweselił? Odpowiedział ślepy niememu: Właśnie dziś widziałem dobrego skrzypka. Poślę po niego mojego syna kuternogę, niech go zawoła. Skrzypek nie miał rąk, a gdy przybył do głuchego syna, zagrał mu na skrzypkach, które nie miały strun. Niemy ojciec śpiewał, a ślepy, ujrzawszy, że głuchy syn się rozweselił, poprosił swego syna – kuternogę, żeby zatańczył. Wielu ludzi przyszło oglądać zabawę. Gdy usłyszał o tym łgarz, przyszedł także. A gdy ujrzeli łgarza, uklęknęli przed nim i pokłonili się mu wołając: ‘Niech żyje łgarz, nasz król!’ I to jest właśnie życie.”
Po roku powrócili synowie bogacza do domu. Każdy, zgodnie z wiekiem, opowiedział ojcu o sensie życia. Gdy najstarszy syn opowiedział ojcu, że życie podobne jest do gospody, odpowiedział mu ojciec:
„Czy może tak być, że świat jest tylko miejscem, w którym się je, pije i zabawia? Czy to właśnie jest celem całego stworzenia? ¬le byłoby człowiekowi na świecie, gdyby był on niczym więcej, tylko gospodą.”
Średni syn opowiedział ojcu przypowieść świętego z lasu, a ojciec odpowiedział:
„Święty mówił mądrze, lecz jego słowa nie do końca są prawdziwe. Świat nie składa się tylko z głodnych bestii i węży. Bóg stworzył piękny świat, ale człowiek musi wiedzieć, jak w nim żyć.”
Gdy najmłodszy usłyszał, że jego dwaj bracia nie zdali egzaminu, powiedział ojcu, gdy skończył opowiadać bajkę żebraka:
„Także żebrak nie miał racji. Ludzie nie lubią kłamstwa, choć dają się mu często zwieść. Lecz królestwo jego nie może trwać wiecznie. Sam doszedłem, co jest sensem życia. Sensem życia jest szukanie prawdy. Szukanie jest celem życia. Człowiek żyje tylko wtedy, gdy szuka."
Ojciec objął najmłodszego syna i powiedział:
„Tak, mój synu, masz rację. Twoja odpowiedź jest właściwa: celem i sensem życia jest szukanie! I ciebie, mój synu wyznaczam do prowadzenia moich interesów. „
I od tego czasu ojciec siedział dzień i noc i uczył się boskiej Tory, a jego mądry najmłodszy syn prowadził interesy, a cała rodzina była jeszcze bogatsza. Niech Bóg nam pomoże, abyśmy również mieli wsparcie we wszystkim co dobre.
Amen.
 
 
daniel.a
weteran forum


Wiek: 52
Dołączył: 14 Lis 2008
Posty: 132
Poziom: 10
HP: 0/230
 0%
MP: 110/110
 100%
EXP: 12/22
 54%
Wysłany: Sob 04 Kwi, 2009 08:26   

Rysunek

Dziecko coś rysowało i nauczyciel powiedział:

- "To interesujący rysunek. Co on przedstawia?".

- "Jest to portret Boga".

- "Przecież nikt nie wie, jaki jest Bóg".

- "Kiedy skończę rysunek, będą już wiedzieć wszyscy".

Dzieci wiedzą, jaki jest Bóg, ale przychodzą na świat,
który czyni wszystko, by zapomniały o Nim jak najprędzej.


Bruno Ferrero
 
 
Włodek Lubański
medal za tyle postów!


Wiek: 69
Dołączył: 09 Cze 2006
Posty: 548
Poziom: 21
HP: 0/996
 0%
MP: 475/475
 100%
EXP: 30/56
 53%
Wysłany: Wto 28 Lip, 2009 23:24   

Na dobranoc posłuchaj...


http://ja17.id.joe.pl/fil...obry-dzien.html


I noc będzie milsza...
_________________
"Możemy być tylko tym, kim jesteśmy, nikim więcej i nikim mniej."
T. Goodkind
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Czw 17 Wrz, 2009 23:45   

Nadzieja w sercu.

Dawno temu żyła sobie księżniczka o imieniu Diana która od urodzenia lubiła się bawić w ogrodzie swego zamku.
Jej ogrodniczka Louize hodowała tam tysiące róż.
Któregoś dnia gdy Diana miała już około 16 lat,Louize poprosiła ją do siebie i dała jej w rękę ostatnie ziarno z torebki po nasionach z róży i powiedziała:
- Droga Diano.Ja wyjeżdżam w długą podróż na poszukiwanie lądów pod farmę i pola.
Zasadź proszę to ziarenko i włóż w nie dużo miłości....kiedyś może Ci się przydać...
Diana zasadziła ziarenko róży tak jak jej poleciła Louize.
Po wyjeździe Louize,nikt już jej potem nie widział.Po 4 latach od wyjazdu Louize, na zamek napadła armia z innego królestwa zza siódmej rzeki.
Matka Diany(królowa) wzięła ją za rękę i razem pobiegły do karety i uciekła tą karetą cała rodzina królewska na nowe lądy.Gdy Diana wprowadziła się do nowo wybudowanego zamku ,przez jej ojca,czym prędzej weszła na balkon i spoglądając na roztaczający sie w dole ogród zaczęła wspominać piękne róże ,które zostawiła w ruinach swego zamku.Nagle zobaczyła na wzgórzu jak książę z przeciwnego zamku ćwiczy swoją popołudniową walkę.
Po jakimś czasie zaczęli ze sobą spędzać dużo czasu,aż tu któregoś dnia,książę Daniel oświadczył, że idzie zawojować na północ,lecz miłością będzie przy niej.
- Dzień i noc księżniczka opłakiwała Daniela, aż pewnego poranka,goniec królewski oznajmił że książę leży bardzo chory pod królewskim zamkiem Diany , i wszyscy znachorzy i lekarze pomagają mu wyzdrowieć.
Diana natychmiast wybiegła przed zamek i położyła głowę na piersi Daniela.
-Tylko płatek z najpiękniejszej róży świata może go wyleczyć-odparł jeden z lekarzy nadwornych.
W tejże chwili służba zaczęła przynosić wszystkie róże z królestwa,lecz żadna nie była dość piękna.
Diana przypomniała sobie zrujnowany ogród pod ruinami zamku i rzekła do lekarzy i znachorów :
-Ja pojadę do starego ogrodu pod starym zamkiem.
-Ależ pani! -Otoczyły go wojska wroga! Nie da waszmość rady!!!-odparł znachor.
-Dam radę, kiedy w sercu jest nadzieja!! Odparła Diana.
Bez trudu pokonała więc wrogą armię w zbroi od swego ojca i weszła d ogrodu.
Ku jej zdziwieniu została tylko jedna róża.Była to róża ogrodniczki Louize.
Gdy Diana jej tylko dotknęła róża zaczęła świecić nieziemskimi kolorami ....bo czuła w sercu nadzieję......
Książę Daniel wyzdrowiał bardzo szybko poprosił Dianę o rękę.
W niedługim czasie Diana z Danielem pobrali się i żyli razem długo i szczęśliwie.

(autorka -Olivia)
 
 
daniel.a
weteran forum


Wiek: 52
Dołączył: 14 Lis 2008
Posty: 132
Poziom: 10
HP: 0/230
 0%
MP: 110/110
 100%
EXP: 12/22
 54%
Wysłany: Pon 28 Gru, 2009 09:20   

Pielęgnujmy nasz umysł

Wszystko rozpoczyna się od głowy. Jeszcze jedna sympatyczna bajeczka.

"Pewien pielgrzym szedł wiejską ścieżką, nagle wśród trawy coś przeleciało, jakby kamień o dziwnym kształcie.
«To pewnie żmija», pomyślał. I w tym momencie żmija rzeczywiście rozwinęła się, zaatakowała i ukąsiła go śmiertelnie.
Inny pielgrzym szedł tą samą ścieżką: także i on zauważył coś na kształt kamienia o dziwnym wyglądzie.
«To jakiś ptak», pomyślał. W tej chwili zatrzepotało coś, rozpostarły się skrzydła i zerwał się do lotu piękny ptak".

Ta bajka opowiada nam o niezwykłej sile naszych myśli.
Rzeczy mają się zazwyczaj tak, jak pragniemy je widzieć.
Tak więc precz z użalaniem się nad sobą:, jaki ja jestem głupi",
"nic mi w życiu nie wychodzi".
Optymista wie, że musi pielęgnować swój umysł.
Nigdy nie mówi do siebie z samego rana: "Jestem znów o jeden dzień starszy", ale "Jestem bogatszy o nowe 24 godziny".
A kiedy wieczorem kładzie się spać, mówi sobie w myśli:
"Wszyscy jesteśmy przykryci gwiazdami".

Precz ze smutnymi myślami! Nie zarażajmy nikogo pesymizmem. "Uważaj na to, uważaj na tamto..."
W ten sposób nasze dzieci rosną w terrorze.
To prawda, że na świecie dzieje się wiele złego,
ale wciąż jeszcze dzieje się wiele dobrego;

Stanisław
 
 
Romano
medal za tyle postów!


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 200
Poziom: 13
HP: 0/370
 0%
MP: 176/176
 100%
EXP: 6/30
 20%
Wysłany: Wto 29 Gru, 2009 22:52   

Mądrość życiowa

Znany amerykański doradca inwestycyjny siedział
na przybrzeżnej skałce w małej meksykańskiej wiosce,
gdy do brzegu przybiła skromna łódka z rybakiem.
W łódce leżało kilka wielkich tuńczyków.
Amerykanin, podziwiając ryby, spytał Meksykanina:

- Jak długo je łowiłeś?

- Tylko kilka chwil.

- Dlaczego nie łowiłeś dłużej - złapałbyś więcej ryb?

- Te, które mam całkiem wystarczą na potrzeby mojej rodziny.

Amerykanin pytał dalej:

- Na co więc poświęcasz resztę czasu?

- Śpię długo, trochę połowię, pobawię się z dziećmi,
spędzę sjestę z moją żoną, wieczorem wyskoczę do wioski,
gdzie siorbię wino i gram na gitarze z moimi amigos -
pędzę wypełnione zajęciami i szczęśliwe życie.



Amerykanin zaśmiał się ironicznie i rzekł:

- Jestem absolwentem Harvardu i mogę ci pomóc.
Powinieneś spędzać więcej czasu na łowieniu,
wtedy będziesz mógł kupić większą łódź,
dzięki niej będziesz łowił więcej i będziesz mógł kupić kilka łodzi.
W końcu dorobisz się całej flotylli.
Zamiast sprzedawać ryby za bezcen hurtownikowi,
będziesz mógł je dostarczać bezpośrednio do sklepów,
potem założysz własną sieć sklepów.
Będziesz kontrolował połowy, przetwórstwo i dystrybucję.
Będziesz mógł opuścić tę malą wioskę i przeprowadzić się
do Mexico City, później Los Angeles, a nawet do Nowego Jorku,
skąd będziesz zarządzał swoim wciąż rosnącym biznesem.

Meksykański rybak przerwał:

- Jak długo to wszystko będzie trwało?

- 15, może 20 lat.

- I co wtedy?

Amerykanin uśmiechnął się i stwierdził:

- Wtedy stanie się to, co najprzyjemniejsze.
W odpowiednim momencie będziesz mógł sprzedać swoją firmę
na giełdzie i stać się strasznie bogatym, zarobisz wiele milionów.

- Milionów? I co dalej?

- Wtedy będziesz mógł iść na emeryturę,
przeprowadzić się do małej wioski na meksykańskim wybrzeżu,
spać długo, trochę łowić, bawić się z dziećmi,
spędzać sjestę ze swoją żoną,
wieczorem wyskoczyć do wioski,
gdzie będziesz siorbał wino i grał na gitarze ze swoimi amigos...

- autor nieznany
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,49 sekundy. Zapytań do SQL: 13